Paweł Frątczak dziwi się dlaczego nie zadziałały systemy antypożarowe. O ile strawiony przez ogień w zeszłym roku zakład Drosedu nie należał do najnowocześniejszych w kraju, o placówce JBB nie można tego powiedzieć. - W tej sprawie jest wiele znaków zapytania - mówi rzecznik prasowy Komendanta Głównego PSP.
W Łysych są jeszcze jednostki straży pożarnej. - Trzeba wygasić ukryte zarzewia ognia. To może potrwać jeszcze kilka godzin - tłumaczy Paweł Frątczak. Zaznacza, że tak duże pożary zdarzają się przeciętnie raz do roku, albo nawet raz na kilka lat.
Zdaniem rzecznika prasowego Komendanta Głównego PSP, aby uniknąć podobnych wypadków w przyszłości podstawą jest przestrzeganie przepisów i reżimów technologicznych. - Warto pamiętać, że przeważnie najsłabszym ogniwem jest człowiek - zwraca uwagę Paweł Frątczak.
Akcja na terenie JBB w Łysych była dla strażaków bardzo trudna. W zakładach mięsnych jest dużo materiałów łatwopalnych, chociażby tłuszcze. - Analizujemy już tę akcję - zaznacza Frątczak. - Najważniejsze, że nikt z pracowników, ani strażaków nie ucierpiał - dodaje.
Źródło: PortalSpożywczy









